Wspólna biesiada
niedziela 22.05.2016
Po doświadczeniach z regionalnymi przysmakami, umówiliśmy się na wspólne spotkanie w pięknych okolicznościach przyrody, aby opowiedzieć sobie jak przebiega realizacja projektu u każdego z nas, co przygotujemy na Wielki Finał - dzień prezentacji projektów. Co najważniejsze, zaplanowaliśmy wspólną biesiadę. Spotkanie odbyło się u Franka w Owczegłowach i wzięło w nim udział dwie trzecie sześcioosobowego składu grupy. Oto fotorelacja ze spotkania na szczycie.
Przygotowania:
Najpierw trzeba było oczywiście nakryć stół do biesiady. Obowiązkowo w staropolskiej oprawie. Przydały się gliniane naczynia babci i zastawa rodem z manufaktury w Bolesławcu :)
W kuchni najważniejszy jest piec. Postanowiliśmy podejść do sprawy nowocześnie i skorzystać z bardzo popularnego w Polsce współczesnej urządzenia jakim jest grill. Nie obyło się oczywiście bez profesjonalnego szkolenia.
Po chwili przybyła reszta ekipy i od razu zabraliśmy się do pracy. Nasz plan przewidywał przygotowanie tak skomplikowanych potraw jak gzik, kiełbaski z grilla, chleb ze smalcem i ogórkiem oraz potrawę podkarpacką - grillowaną kuleszę z sosem.
Milena z Norbertem robili gzik, a Kacper z Frankiem nacinali kiełbaski i kroili kuleszę (przygotowaną wcześniej przez Franka).
Przygotowania przebiegały całkiem sprawnie. Obyło się bez ofiar w ludziach, chociaż chwilami było groźnie (nóż w rękach Mileny :D).
Nie lada wyczynem było rozpalenie grilla, a następnie umiejętne przewracanie kiełbasek i kawałków kuleszy. Przy okazji poznaliśmy jedno z praw chemii - kiedy za pierwszym razem kiełbaski wyszły troszkę zwęglone, postanowiliśmy założyć pokrywę, która ograniczyła dostęp tlenu, w ten sposób zmniejszył się ogień i następne kiełbaski wyszły perfekcyjnie.
W końcu przyszedł czas na biesiadowanie i wspólne dyskusje na temat Wielkiego Finału. Ustaliliśmy, że do degustacji dla gości naszej prezentacji przygotujemy:
- gzik wielkopolski na pieczywie
- haluszki po podkarpacku
- kwaśnicę po małopolsku
- chruściki pomorskie
- babę warszawską
- śląską wodzionkę
A nasza biesiada wyglądała tak:
Było doprawdy wybornie. Niestety, jak po każdej imprezie, trzeba było uporać się z jeszcze jednym zadaniem - posprzątaniem. I z tym zadaniem poradziliśmy sobie śpiewająco, chociaż nie było łatwo o chętnego (chętną) do zmywania.
Na zakończenie - oczywiście wspólna fotka. Pozdrawiamy nieobecne, choć usprawiedliwione koleżanki ;)
Wygląda cudownie ;-; :))
OdpowiedzUsuń