Moje zmagania z Haluszkami

Moje zmagania z Haluszkami i co z tego wyszło :)

Moje przygotowania rozpocząłem od nakrycia stołu, bowiem ważne jest nie tylko co się je, ale w jaki sposób podaje (w razie niepowodzenia kulinarnego, pozostaną przynajmniej miłe dla oka doznania estetyczne).

Następnie z niemałą obawą, przekroczyłem próg kuchni...


Zabrałem się do pracy. Najpierw przygotowałem produkty niezbędne do mojego przepisu.


W pierwszej kolejności zabrałem się za farsz:


Próba zakończyła się pomyślnie, więc nie przewidując dalszych komplikacji pomyślałem, że połowa sukcesu już za mną. Z entuzjazmem zabrałem się do klusek.


Chciałem to zrobić po staropolsku - na klasycznej tarce - co okazało się niewykonalne :/ Skoro jednak w naszej 150-letniej szkole często słyszymy hasło: "Z tradycją w nowoczesność" - i ja postanowiłem skorzystać z dobrodziejstw nauki :)


Z łatwością przygotowałem ciasto, zagotowałem wodę w garnku i przy użyciu specjalnej tarki zamierzałem zrobić wspaniałe kluski.


To co się wydarzyło później , nie do końca było zgodne z moim planem. Okazało się, że przygotowałem jakąś ziemniaczaną zacierkę ;(

Błyskawiczna narada z domowym szefem kuchni (pozdrawiam Mamusię) i analiza przepisu wykazały, że w moim pierwotnym przepisie zabrakło jaj. Ale jaja! Nastawiłem więc ponownie garnek z wodą i ponowiłem próbę:


Uff... Tym razem się udało. Radość moja nie do opisania. Chcącym powtórzyć mój wyczyn, radzę przy odcedzaniu klusek na sitko, zalać je zimną wodą.
Pozostało mi tylko wymieszać i przesmażyć wspaniałe Haluszki z farszem. No i oczywiście zaprosić domowników na degustację.


Niniejszym oświadczam, że po zjedzeniu pysznych Haluszków, cała rodzina nadal cieszy się zdrowiem.
Pozdrawiam, Franek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz