Kiedy wreszcie się spotkaliśmy, od razu przystąpiliśmy do omawiania sprawy. Weronika powiedziała nam, że jest umówiona na wyjazd do rejonu, który wybrała - Pomorze. Tam wybierze się na połów ze swoim tatą. Oczywiście wszystko sfotografuje, nagra i nam pokaże.
Kacper z kolei wybiera się do Małopolski i również, po powrocie, zda nam relacje, pokaże zdjęcia, wywiady itp.
Umówiliśmy się także, by w następny weekend (około 12.03.16) wybierzemy się do muzeum młynarstwa w Jaraczu, by tam poznać sztukę pieczenia chleba, który, można by powiedzieć, jest dumą naszej Polski.
Później pojedziemy do Róży i tam wspólnie upieczemy nasz własny chleb, gdyż rodzina Róży ma własny młyn.
Po tym spotkaniu każdy z nas wie co musi. Wkrótce na naszym blogu pojawią się wpisy pokrótce ilustrujące pochodzenie danej kuchni. Na naszego Fanpage'a wstawimy zdjęcia niektórych potraw z danego regionu, które ugotujemy. Link do Fanpage'a : KLIK
~Franek
Cały maj minął nam na zgłębianie tajemnic kuchni regionalnej. Milena nauczyła się przygotować gzik, Frankowi udało się zrobić haluszki, Kacper zmagał się z kwaśnicą, Norbert piekł babę warszawską, Róża ugotowała wodzionki, a Weronika - chruściki.
Do muzeum młynarstwa wybraliśmy się nieco później. Był to dzień 7 maja. W składzie: Róża, Milena, Franek i Weronika. Co zobaczyliśmy? Właściwie, to nic. Jechaliśmy około 3 godziny przez lasy i pola, gdzie wszystkie drogi były tak podobne, że w pewnym momencie wybraliśmy złą i zjechaliśmy z trasy. Błądząc nauczyliśmy się topografii całej naszej gminy, chociaż w tym momencie nie było to dla nas pocieszeniem :D Po około 20 km jazdy stwierdziliśmy, że nie damy rady dalej jechać i wróciliśmy przez Grudnę do Rogoźna. Łącznie przejechaliśmy około 35 km przez zarówno grząskie jak i asfaltowe drogi. Już więcej nie chcemy nawet słyszeć o JARACZU.
~~Weronika


pięknie napisane
OdpowiedzUsuńpotwierdzam
Usuń